Marek Tomków odpowiada red. Joannie Solskiej

Szanowna Pani Redaktor,

W artykule „Ból głowy suwerena” poruszyła Pani szereg kwestii związanych z obrotem pozaaptecznym, niestety wyjątkowo pobieżnie analizując temat. Nie trzeba specjalistycznej wiedzy, aby zrozumieć zasady funkcjonowania tego rynku. Posłużę się kilkoma prostymi danymi dostępnymi w każdej internetowej wyszukiwarce. W Polsce do sprzedaży leków uprawnione jest, oprócz aptek, około 360 tysięcy miejsc. Rocznie inspekcja farmaceutyczna kontroluje jedynie około 300 placówek. Na sprawdzenie wszystkich potrzebne będzie, według danych Głównego Inspektora Farmaceutycznego, „zaledwie” 1200 lat. Zresztą kontrolowanie nie ma większego sensu, skoro brak jest jakichkolwiek ustawowych kar. Ponadto, w tych miejscach nikt nie kontroluje wstrzymywania i wycofywania produktów, które nie spełniają wymogów jakościowych. Miejsca te w żaden sposób nie są zabezpieczone przed lekami sfałszowanymi. Punkty obrotu pozaaptecznego nie mają też obowiązku kupowania leków w hurtowni farmaceutycznej, dającej gwarancję jakości produktu. Efektem braku nadzoru są występujące patologie: leki wystawione w sąsiedztwie napojów wysokoprocentowych, środków chemicznych, czy słodyczy dla dzieci, dostępne bez dodatkowych zabezpieczeń przed małymi pacjentami, co jest świadomym łamaniem obowiązujących od lat przepisów.

Kto może sprzedawać leki poza apteką?

Każdy. Co więcej, przepisy dopuszczają sprzedaż leków przez osoby nie posiadające do tego odpowiednich kwalifikacji. W naszym kraju, żeby łowić ryby trzeba posiadać kartę wędkarską, aby jeździć na rowerze konieczna jest karta rowerowa. Leki na poczcie, czy na stacji benzynowej może sprzedawać każdy. Udzielanie błędnych porad dotyczących stosowania leków u dzieci, bezkarne łączenie preparatów o tym samym składzie, nieuzasadnione przekraczanie maksymalnych dawek, czy łączenie leków z alkoholem, bez wątpienia stanowi zagrożenie życia i zdrowia dla pacjenta.

Co Polacy wiedzą o lekach?

Oczywiście wszyscy znają się na lekach, może poza tymi, którzy wzięli udział w badaniu ankietowym. Wyniki były porażające: spośród 600 pytanych osób, żadna nie rozróżniała leków przeciwbólowych od przeciwzapalnych. Połowa badanych matek twierdziła, że leki dla dorosłych można podawać dzieciom. Co trzeci Polak z chorobą wrzodową zażywa leki z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalnych (NLPZ) – obsłudze stacji benzynowych z pewnością znana jest skala tego zjawiska.

Jak wygląda rynek pozaapteczny w Europie?

Podając przykład Francji umknęło Pani uwadze, że tam leki są dostępne wyłącznie w aptekach. Zakaz sprzedaży leków obowiązuje w takich „zacofanych” europejskich krajach jak: Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Irlandia, Litwa, Łotwa, Estonia, Niemcy, Portugalia, czy Słowacja. Włochy dopuszczają sprzedaż leków dostępnych bez recepty poza aptekami. Tylko, że sprzedawcą może być wyłącznie farmaceuta. Zabronione są promocje cenowe na leki. Z kolei Szwedzi uwolnili paracetamol z aptek i po kilku latach wycofali się z tego pomysłu, po wzroście ilości zatruć i prób samobójczych.

Wbrew temu, co Pani sądzi, regulacje ograniczające obrót pozaapteczny nie są wymysłem samych farmaceutów. Projektowane zmiany w przepisach popiera również Naczelna Izba Lekarska reprezentująca ponad 100 tysięcy lekarzy. Pomysł już od kilku lat popierają również posłowie Platformy Obywatelskiej. Alarmujące są też wypowiedzi toksykologów o ilościach zatruć. Ale skoro fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów.

Przekazy medialne PASMI przyszły z pomocą

90 proc. leków zniknie z obrotu pozaaptecznego? Tak, zdanie użyte przez Panią pochodzi wprost z przekazów dystrybuowanych przez Polski Związek Producentów Leków bez Recepty (PASMI). Zabrakło jednak cennej informacji, że projekt rozporządzenia zawiera kilka nowych substancji stosowanych w chorobach przewodu pokarmowego czy uczuleniach, a zmniejszone dawki i ilości tabletek wystarczają do doraźnej kuracji. Zabrakło także informacji, że jeśli pacjent stanowi kupić lek w markecie, będzie mógł nabyć kilka opakowań i wcale nie musi korzystać z apteki.

Łatwiej wyśmiać niż sprawdzić?

Dużo miejsca w swoim tekście poświęca Pani podważaniu zasady, zgodnie z którą prawo do prowadzenia apteki powinien mieć wyłącznie farmaceuta, mimo, że ta zasada odnosi się do blisko 70 proc. aptek w całej Europie. W 2009 roku przed organami Unii Europejskiej rządy takich krajów jak: Włochy Francja i Niemcy, broniły tej reguły uzasadniając, iż jest ona najlepsza dla obywateli tych krajów. Jednocześnie potwierdził to Europejski Trybunał Sprawiedliwości zaznaczając, iż wyśmiewana przez Panią zasada apteki dla aptekarza ustanawiana jest przez kraje europejskie: „(…) w interesie obywateli a nie korporacji zawodowej aptekarzy(…)” (cyt.).

Codziennie upadają polskie płacące w naszym kraju podatki apteki. Jak atrakcyjny jest ten rynek dla dużych zagranicznych sieci niech świadczą ostatnie interwencje ambasadorów z Izraela, Kanady, Stanów Zjednoczonych, czy Litwy – a więc krajów z których pochodzą największe sieci apteczne – którzy otwarcie występują przeciwko zmianom na polskim rynku, broniąc interesów swoich firm. Z kolei nasi profesorowie prawa, m.in. z Biura Analiz Sejmowych podkreślają jak ważne i pilne jest wprowadzenie zmian porządkujących rynek apteczny. To m.in. opinie tych profesorów Pani wyśmiewa.

Nie mamy żadnych długów wyborczych

Ma Pani rację: Grzegorz Kucharewicz, były prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej faktycznie startował do Sejmu z list Prawa i Sprawiedliwości. Nie za bardzo rozumiem jednak, jaki ma to związek z obecną działalnością NRA, która od ponad roku funkcjonuje w nowym składzie. Pragę Panią uspokoić: Naczelna Izba Aptekarska jest organizacją apolityczną, co w praktyce oznacza, że nie zaciągamy, ani nie spłacamy długów wyborczych.

Pozdrawiam serdecznie,
Marek Tomków
Wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej

Podziel się !
Pokaż przyciski
Ukryj przyciski