Pani Prezes NRA dla Gazety Lekarskiej: Stawiam na pracę zespołową

21.06.2016 r.

Codziennie polskie apteki odwiedza 2 mln pacjentów. Codziennie aptekarze walczą, żeby zdobyć choć kilka opakowań np. leków przeciwzakrzepowych, a w tym czasie trwa ich nielegalny wywóz z Polski. Z Elżbietą Piotrowską-Rutkowską, prezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej, rozmawiają Ryszard Golański i Lucyna Krysiak.

Na ostatnim Krajowym Zjeździe Aptekarzy została pani wybrana prezesem NRA na nową kadencję. Czego samorząd aptekarski może oczekiwać po tym wyborze?

Sytuacja, w jakiej znalazła się polska farmacja, jest niezwykle trudna. Składają się na to zarówno problemy natury prawnej, jak i ekonomicznej. Apteki indywidualne upadają, mamy do czynienia z pauperyzacją zawodu, pozycja farmaceuty wymaga wzmocnienia. Środowisko farmaceutyczne oczekuje szybkich zmian. I to właśnie grupa podzielająca moje pomysły na farmację zadecydowała o wyniku wyborów.

Mocny głos zabrali między innymi młodzi farmaceuci, którzy wiedzą, czego chcą, mają swoje zdanie i są bezkompromisowi. W pewnym sensie możemy mówić o zmianie pokoleniowej. Nowa Naczelna Rada Aptekarska to grupa zróżnicowana ze względu chociażby na miejsce pracy czy staż zawodowy. Osoby o sporej wiedzy, doświadczeniu i szerzej postrzegający otaczającą nas rzeczywistość.

Gotowe uczestniczyć w działaniach na rzecz przywrócenia naszemu zawodowi właściwego miejsca w systemie ochrony zdrowia. Dostrzegając ten zapał, postawiłam na pracę zespołową. Naczelna Rada Aptekarska powołała kilkanaście komisji problemowych, które w swoich strukturach będą tworzyć zespoły. Każdy zespół ma zajmować się konkretnym, jednym powierzonym mu problemem.

Jest tyle spraw, którymi trzeba się zająć, projektów, które trzeba rzetelnie opracować, tyle miejsc, gdzie trzeba bywać i reprezentować środowisko, że jedna osoba sobie nie poradzi. Spektrum problemów, z jakimi musimy się zmierzyć, jest ogromne. Od poprawy wizerunku farmaceuty po zwalczanie nielegalnego obrotu lekami.

Które z tych spraw są priorytetowe?

Przede wszystkim w aptekach wciąż brakuje leków. Miedzy innymi tych najważniejszych, ratujących życie. Codziennie aptekarze walczą, żeby zdobyć między innymi choć kilka opakowań np. leków przeciwzakrzepowych. W tym czasie trwa ich nielegalny wywóz z Polski. Do niedawna rocznie wyjeżdżały leki warte kilka miliardów złotych.

Problemem jest łamanie przez sieci aptek istniejących od wielu lat zapisów antykoncentracyjnych, powodujące niekontrolowaną monopolizację rynku aptecznego. Chorobliwie przerośnięty obrót pozaapteczny, brak ustawy o zawodzie farmaceuty i wiele, wiele innych.

O wywożeniu z Polski leków refundowanych mówi się ostatnio sporo…

Nielegalny wywóz refundowanych produktów leczniczych to jedna z najważniejszych przyczyn braku na polskim rynku wielu leków ratujących życie i zdrowie pacjentów. Leki te są wywożone systematycznie za granicę, bowiem ceny wielu w nich są w Polsce niższe niż w innych państwach Unii Europejskiej. Proces ten przybrał niepokojące rozmiary.

Niestety, od niedawna po wejściu w życie tzw. noweli antywywozowej w procederze tym uczestniczą coraz częściej „fałszywe” NZOZ-y, które kupują hurtowe ilości leków na zapotrzebowania w aptekach dla swoich przychodni, a później z zyskiem odsprzedają tym, którzy wywożą je za granicę. Ponieważ Inspekcja Farmaceutyczna nie może kontrolować przychodni, zakładane są kolejne NZOZ-y słupy, w których np. ginekolog zamawia ogromne ilości insuliny.

Zmagania z tym procederem przypominają walkę z wiatrakami, czego dobitnym przykładem jest firma, która na zapotrzebowanie zamówiła do dwóch gabinetów (jeden nie przyjmował pacjentów, drugi świadczył usługi raz w tygodniu) leki warte kilka milionów złotych. Doniesienie wojewody do prokuratury zakończyło się umorzeniem dochodzenia.

Jak to się dzieje, że ten sam lek w jednej aptece jest, a w drugiej go nie ma i nie można go nawet zamówić?

Oprócz niekontrolowanego wywozu, przyczynia się do tego między innymi limitowanie dostaw leków do aptek przez niektóre firmy dystrybuujące farmaceutyki w ramach tzw. sprzedaży bezpośredniej, która jest niezgodna z obowiązującym w Polsce prawem farmaceutycznym. Sytuację pogarsza brak reakcji nadzoru farmaceutycznego na informacje o utrudnionym dostępie do wielu leków.

Jedynym, zgodnym z obowiązującym prawem systemem obrotu produktem leczniczym jest łańcuch dystrybucji, wynikający wprost z przepisów ustawy prawo farmaceutyczne. Tymczasem istnieje zjawisko reglamentacji leków do aptek. Dotyczy ono leków niezbędnych, wydawanych na receptę, np. leków onkologicznych, na chorobę Parkinsona.

To producent decyduje, czy apteka otrzyma lek, czy nie. Ministerstwo Zdrowia zna ten proceder, samorząd aptekarski wielokrotnie sygnalizował problem. Uderza bowiem nie tylko w apteki, ale w politykę lekową państwa. Pacjent bez potrzebnego leku generuje koszty. Wymaga kolejnej wizyty lekarskiej, kolejnej recepty, często na inny, mniej skuteczny, ale dostępny lek. Kosztami obciążony jest także płatnik.

A jak jest ze sprzedażą leków w tak zwanym obrocie pozaaptecznym?

Leki sprzedawane są praktycznie wszędzie. Na stacjach benzynowych, w urzędach pocztowych, kioskach, supermarketach, barach, hotelach, dyskotekach itd. W Polsce do prowadzenia obrotu pozaaptecznego uprawnionych jest około 360 tys. podmiotów. Rynek pozaapteczny jest poza jakąkolwiek kontrolą państwa. Inspekcja zatrudnia 120 inspektorów, kontrolujących około 300 placówek rocznie.

Jednocześnie Państwowa Inspekcja Farmaceutyczna nie posiada uprawnień do nakładania kar na przedsiębiorców prowadzących sklepy ogólnodostępne sprzedające leki niezgodnie z przepisami. Mimo przepisów nakazujących umieszczanie medykamentów w miejscach niedostępnych dla dzieci, są one nagminnie łamane, a leki, w tym leki dla dzieci, umieszczane są na przykład między słodyczami.

Brak jest (w odróżnieniu od aptek i punktów aptecznych) jakichkolwiek zabezpieczeń przed lekami sfałszowanymi. Przepis stanowiący, że w sklepach ogólnodostępnych osoby wydające produkty lecznicze muszą posiadać wiedzę z zakresu: zastosowania, przechowywania sprzedawanych produktów leczniczych, nabytą z informacji zawartych w ulotkach załączanych do produktów leczniczych, jest fikcją.

Leki, zawierające paracetamol, sprzedawane są w promocji z alkoholem. Są niewłaściwie przechowywane, co zagraża bezpieczeństwu ludzi. Pacjenci są zmanipulowani reklamami, przekonani, że znają się na lekach i leczeniu, a prawda jest brutalna. W badaniach żadna z 600 ankietowanych osób nie wiedziała, które z popularnych leków mają działanie przeciwbólowe, które przeciwgorączkowe, a które przeciwzapalne.

Ponad połowa badanych matek twierdziła, że dzieciom można podawać leki dla dorosłych. Jak wynika z badań OECD, aż czterech Polaków na dziesięciu nie umiało po przeczytaniu informacji na opakowaniu aspiryny odpowiedzieć na pytanie, przez ile dni najdłużej można stosować ten lek? Mamy egzamin na kartę rowerową i pływacką, leki może sprzedawać każdy, kto chce.

Czy niezależność zawodu farmaceuty jest zagrożona?

Tę niezależność w wykonywaniu naszych zadań ma nam zapewnić ustawa o zawodzie farmaceuty. Taką ustawę mają lekarze, pielęgniarki, a ostatnio fizjoterapeuci. Tymczasem nasz zawód, mimo że jest zawodem zaufania publicznego, a apteka niezależnie od tego, czy sieciowa, indywidualna, czy szpitalna, jest ogniwem systemu ochrony zdrowia, nie ma swojej ustawy.

Taki akt prawny podniesie nie tylko rangę zawodu farmaceuty, ale także, a może przede wszystkim, jasno określi nasze obowiązki i prawa. Projekt już jest gotowy, chcemy z nim w najbliższym czasie wyjść na zewnątrz. W Polsce jest około 30 tys. aptekarzy i niezależność jest nieodzownym warunkiem do tego, żeby nasza praca była prawidłowo wykonywana.

Aptekarze przymierzają się do wprowadzenia w aptekach opieki farmaceutycznej. Resort zdrowia przygotowuje akty prawne tego przedsięwzięcia. Czy to dobry pomysł?

Pomysł opieki farmaceutycznej w polskich aptekach zrodził się kilkanaście lat temu, zyskał poparcie środowiska aptekarskiego, ale dotychczas nie udało się go przeforsować. To idea znana na całym świecie od wielu lat. Opieka farmaceutyczna zdefiniowana została jako udokumentowany proces, w którym farmaceuta, współpracując z pacjentem i lekarzem, a w razie potrzeby z przedstawicielami innych zawodów medycznych, czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii w celu uzyskania określonych jej efektów poprawiających jakość życia pacjenta.

Obecnie opracowaliśmy wstępną koncepcję, która zyskała przychylność resortu zdrowia. Powstał zespół składający się z pracowników Ministerstwa Zdrowia, przedstawicieli NFZ, uniwersytetu medycznego, izby aptekarskiej, który ma wspólnie opracować fundamenty prawne dla tego projektu. Powszechnie wiadomo, że pacjenci nie przestrzegają zaleceń lekarskich, nie przyjmują leków w odpowiednich dawkach i porach.

Szczególnie starsze osoby sobie z tym nie radzą. Często, sugerując się reklamami, oprócz leków przepisanych przez lekarza zażywają suplementy diety lub leki będące w sprzedaży bez recepty, które mogą wchodzić z nimi w interakcje. Polipragmazja i interakcje są obecnie powszechne.

Zacząć chcemy jednak od rzeczy prostych, ale niezwykle ważnych dla pacjenta i przynoszących korzyści płatnikowi, czyli nauki prawidłowego stosowania inhalatorów. W dalszym etapie powinny zostać wprowadzane procedury zwane przeglądem lekowym. Program warto rozpocząć od leczących się przewlekle seniorów. Farmaceuta będzie przeprowadzał wywiad z pacjentem na temat medykamentów, które stosuje, ich dawkowania, sposobu zażywania.

Będzie to proces udokumentowany ankietą i parafowany przez farmaceutę prowadzącego opiekę farmaceutyczną. W razie wątpliwości, czy pacjent prawidłowo realizuje farmakoterapię, aptekarz skontaktuje się z lekarzem i przedstawi mu wynik ankiety. Lekarz w oparciu o te sugestie będzie mógł korygować terapię.

To wymaga ścisłej współpracy z lekarzami, czy nie obawia się pani wchodzenia w ich kompetencje?

Nie i chciałabym już na początku rozwiać te obawy. Nie będziemy leczyć ani diagnozować. To musi być trójkąt i musimy wypracować właściwe systemy komunikacji lekarzy i aptekarzy. Czy lekarz radiolog wykonujący pogłębioną diagnostykę z pełnym opisem wchodzi w kompetencje lekarza rodzinnego? Oczywiście, że nie. Pomaga w podjęciu właściwych decyzji terapeutycznych.

Jeżeli dostanie pełny raport o farmakoterapii, również będzie mu łatwiej leczyć. Starsze osoby, nawet jeśli lekarz na kartce zapisze im dawkowanie leków, często nie pamiętają, jak je zażywać, mylą się, czują niepewnie, wracają więc po kilka razy do lekarza, aby uzyskać informację na ten temat. Farmaceuta jest jak najbardziej merytorycznie przygotowany do tego, aby mu pomóc.

Poprzez opiekę farmaceutyczną odciąży lekarza w takich sytuacjach. W wielu krajach gorącymi zwolennikami opieki farmaceutycznej są właśnie lekarze, ponieważ farmaceuci chronią ich przed procesami o błędy, gdzie nawet prawidłowa ordynacja leków stanowi łakomy kąsek dla prawników.

Istnieje niedosyt w kontaktach między lekarzami i farmaceutami, myślę, że z racji opieki farmaceutycznej luka ta zostanie wypełniona. I nie jestem w tym gołosłowna, każda wspólna konferencja na temat nowych postaci leków, szkolenie na temat leków recepturowych, prawidłowych zasad wystawiania recept, cieszy się wielkim zainteresowaniem lekarzy.

Chcemy więc naszą koncepcję współpracy przy opiece farmaceutycznej opracować wspólnie z izbami lekarskimi. Na pewno projekt trzeba doprecyzować, aby nie było w nim niejasności prowadzących do konfliktów. W opiece farmaceutycznej widzę jednak ogromny potencjał, zyska na tym cały system, Polacy znani są z tego, że kupują za dużo leków, wzrośnie także ranga zawodu aptekarza, który niestety ostatnio został sprowadzony do sprzedawcy w sklepie branżowym.

Tymczasem farmaceuta przez cały okres studiów, a później specjalizację uczy się o lekach, jest więc najbardziej kompetentną osobą w tych sprawach. Również profilaktyka zdrowotna i promowanie zdrowego stylu życia mogą wchodzić w ten zakres. Dzisiaj taka opieka oczywiście w najprostszej formie funkcjonuje na wsi, gdzie znający się od lat farmaceuta, lekarz i pacjent współpracują ze sobą.

Czy apteki są w równym stopniu przygotowane do pełnienia opieki farmaceutycznej?

Jeżeli mówimy o warunkach lokalowych, część aptek będzie musiała dostosować swoje pomieszczenia tak, aby zapewnić pacjentom komfort i intymność w trakcie rozmowy z farmaceutą. Staramy się jednak przygotować takie rozwiązania, które pozwolą wykorzystać np. już istniejące pomieszczenia biurowe.

Merytoryczne przygotowanie ze strony farmaceutów, oprócz samych studiów, wynika między innymi z systemu szkoleń, jakiemu podlegamy. Warto zaznaczyć, że jesteśmy dopiero na początku długiej drogi. Nasza oferta to 14 000 aptek wartych około 18 mld zł, ponad 30 000 fachowców, których nauka kosztowała około 6 mld zł. Codziennie polskie apteki odwiedzają 2 mln pacjentów. Jesteśmy przygotowani do tej pracy.

Pozostaje tylko życzyć sukcesów w realizacji zamierzeń.

Bardzo dziękuję i mówiąc szczerze, wierzę, że nasza współpraca ze środowiskiem lekarzy będzie znacznie lepsza, z korzyścią nie tylko dla naszych profesji, ale przede wszystkim dla pacjenta.

 

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 4/2016

 

Podziel się !
Pokaż przyciski
Ukryj przyciski